Dziś wystarczy około półtorej godziny, by pokonać promem dystans z Dover do Calais. Gdybym na przykład zdecydowała się na przyszły piątek, zapłaciłabym zaledwie trzynaście funtów. To całkiem przystępna cena a i środek transportu komfortowy.

Jeśli o dystans chodzi – to również znacznie szybciej i bezpieczniej niż na przykład dla Matthew Webba, który w 1875 roku przepłynął z Dover do Calais w dwadzieścia dwie godziny, regularnie parzony przez meduzy. Webb pokonał w sumie, koniecznym zygzakiem, ponad sześćdziesiąt kilometrów. Można promem, można wpław, na piechotę jednak nie damy rady. Dzieli nas Morze Północne.

A jednak jeszcze dziesięć tysięcy lat temu, gdybyśmy znaleźli się przypadkiem w epoce kamienia łupanego moglibyśmy przejść ten dystans pieszo! Zabrały go jednak wody, które podnosząc swój poziom zatopiły połacie terenu łączące wówczas Wielką Brytanię z resztą Europy.  Ale od początku…

Wielka Brytania jest wyspą właściwie od niedawna. Osiem tysięcy lat to zaledwie niezauważalny błysk w dziejach naszej planety, która liczy sobie około cztery i pół miliarda lat. Aby wyobrazić sobie początek formowania Wielkiej Brytanii jako wyspy, spróbujmy przenieść się do Dover i cofnąć czas o około dziesięć tysięcy lat czyli dwa tysiące lat więcej niż liczy sobie wiek wyspy. Co widzimy? Rozciąga się przez naszymi oczami widok gęstych lasów obfitych w zwierzynę, ptaków łowiących tłuste ryby nad zakolami rzek; jest zielono, wilgotno i w miarę ciepło. Nie ma śladu morza. Ono dopiero się tworzy z topniejących kropla po kropli lodowców. Widzimy ludzi łuskających harpuny ze zwierzęcych kości; dym unosi się z palenisk rozniecanych na podmokłych terenach. Mamuty, nosorożce, słonie, antylopy oraz lwy polują na oceanie jaskrawozielonej trawy…

Miejsce, które obecnie znajduje się całkowicie pod wodą i które mijamy beztrosko sącząc kawę na promie było niegdyś lądem – miejscem życia setek tysięcy ludzi, którzy wędrowali na tereny Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pożywienia i miejsca na osiedlenie się.

Obecnie, dzięki wykorzystaniu bardzo nowoczesnego sprzętu, naukowcom udało się odtworzyć brytyjską “Atlantydę”  (to zaznaczony na czerwono teren na rysunku). Dzisiejszy podwodny świat był znacznie większy niż obecna wyspa! Pokaźny teren między Szkocją a Danią (przypominający trochę Hiszpanię) zyskał nazwę “Doggerland”. “Dogger” to po duńsku stary typ łodzi, które służyły niegdyś do łowienia ryb. Czasami ta nazwa mylnie używana jest na określenie całości terenu, który łączył niegdyś Wielką Brytanię z lądem.

 

Dziś na platformach wiertniczych w tych okolicach wydobywa się ogromne ilości materiału, który jest następnie przekazywany naukowcom w celach sortowania. Praca niby niewdzięczna, ale dla wielu bardzo ekscytująca. Spędzając wiele godzin w długich gumowych rękawiczkach, przebierając w górach błota, kamieni oraz wszelkiego rodzaju dziwacznych morskich żyjątek niezbyt zadowolonych z faktu wyciągnięcia ich na powierzchnię, naukowcy znajdują prawdziwe perełki. Kawałki kości zwierząt (rzadziej ludzi), kły, zęby czy narzędzia codziennego użytku wydobywane są codziennie z oceanicznego dna…

Co stało się później? Teren zaczął najpierw podmakać, tworząc coś w rodzaju wielkiego bagna, na którym gdzieniegdzie tylko wystawały większe pagórki. Te również zostały z czasem całkowicie pokryte wodą a dzisiejszy kształt linii brzegowych został nakreślony przez naturę około osiem tysięcy lat temu. Namawiam do tego, by następna podróż przez kanał La Manche stał się pretekstem do puszczenia wodzów fantazji. Zamiast oceanu – ogromne plejstoceńskie Safari pełne zwierząt i zapierających dech w piersiach krajobrazów. Być może podróż minie szybciej…