W dzisiejszym odcinku przenosimy się do kolejnej epoki, w której poznamy barwny, tajemniczy, acz miejscami barbarzyński świat Celtów. Czy aż tak barbarzyński, jak reszta niegdysiejszej Europy? Usiądź i posłuchaj opowieści o uduchowionych druidach, walecznych Celtach, czy ich kobietach, których praw nabytych i miejsca w społeczeństwie doczekały się były kobiety żyjące dopiero tysiące lat później.

Dwudziesty trzeci kwietnia za nami, ale to nie przeszkadza, by opowiedzieć o patronie Anglii, świętym Jerzym! Kim był, skąd te legendarne opowieści o smoku i dlaczego akurat ta data została wybrana na świętowanie Anglii – już w tym odcinku!

Dzisiejsze Wieści dobrych wieści nie przynoszą, albowiem w zeszłą sobotę odbył się pogrzeb Księcia Filipa – męża, powiernika, przyjaciela i życiowego partnera Jej Królewskiej Mości, Królowej Elżbiety. Niniejszy odcinek prezentuje sylwetkę Księcia, znanego z pasji do lotnictwa, ornitologii oraz malarstwa.

Książę znany był z kontrowersyjnego poczucia humoru oraz ciętych komentarzy. O nich też jest mowa w tym odcinku. Z oczywistych względów odcinka nie mogliśmy zatytuować “Wyspaniałe Wieści”. Sylwetka Księcia Filipa otwiera zatem nową serię WW – “Wspaniale Portrety”.

W tym (dłuższym niż zazwyczaj!) odcinku opowiadam o epoce brązu, a szczególnie o kulturze Pucharowców, którzy około 2000 p.n.e pojawili się na Wyspach. A pojawili się wtedy, kiedy nic się nie działo i zasiedlili Wyspy wypierając właściwie całą populację neolitycznych rolników. 

Jakie skarby z epoki brązu znajdują się na Wyspach i co można zobaczyć we Flag Fen – już w tym odcinku.

Co sobotę zapraszam serdecznie na podróż w czasie na Wyspy, jakich jeszcze nie znacie! Tym razem zatrzymujemy się na chwilę w neolicie, by przyjrzeć się dwóm kromlechom (kamiennym kręgom) – Avebury i Stonehenge.

Będzie o tym, dlaczego druidzi nie mogli zbudować Stonehenge i o tym, jakie miasteczko znajduje się w środku kamiennego kręgu.

Zapraszam serdecznie!

Kochane Kanalie (czyli subskrybenci i fani naszego kanału)! 

W dzisiejszym odcinku zapraszamy na degustację sera Cheddar z lekką nutą mezolitu. O mezolicie – epoce, która zaczęła się na Wyspach około 8000 p.n.e właśnie będzie mowa. Kim był Cheddar Man? Co mają z nim wspólnego sery? Juz w tym odcinku! W rolach drugoplanowych: Django w roli udomowionego wilka vel Szamana i oraz Lenny towarzyszący mu przy degustacji.

No dobra. Przyznaję się. Kiedy powstał Doggerland, czyli prawdziwa Atlantyda, jaką w sąsiedztwie miały Wyspy, Neandertalczyków już nie było. Ale w tym odcinku opowiadam historię z przestrzeni prawie pół miliona lat, od Neandertalczyków zacząwszy a na Doggerlandzie skończywszy. 

Czym był Doggerland? Rajem na ziemi. Sąsiednim terenem Wysp powstałym ponad 18.000 lat p.n.e. Zniknął właściwie w tym samym czasie, kiedy Wyspy odłączyły się od kontynentu. Co maja z tym wszystkim wspólnego Neandertalczycy, a co z Neandertalczykami wspólnego mam ja – już w tym odcinku. Zapraszam!

Dej se spokój, nie szukaj w internecie, tylko obejrzyj odcinek o Sejnt Dejwids Dej razem ze Wspaniałymi! Dowiedz się dlaczego to pory własnie stały się narodowym symbolem Walii, o co chodzi z żonkilami i czerwonym smokiem a nawet nauczysz się kilku przydatnych walijskich fraz. 

Kim był Święty Dawid z Menevii? Był mnichem, potem biskupem, który schrystianizował Walię w szóstym wieku a dzięki cudom którego Menevia, miejsce jego urodzenia (dzisiejsze miasto St. Davids) stało się prawdziwą religijną mekką tego kraju. Jego matką była Non (“none” po angielsku to “nic”, “żaden”), ojcem walijski wódz a dziadem król królestwa Ceredigionu! Co mają z Dawidem wspólnego pory? Nie powiem. Oglądaj!

Zagajniki, wzgórza i aleje o naprawdę odjechanych miastach w trzech hrabstwach: Wrexham, Flintshire i Denbighshire. Na moment odchodzimy od tematu prehistorii (opowiadam o historii Wysp chronologicznie, stąd ta prehistoria na początek) na momencik po to, by przenieść się we współczesność i odwiedzić najbardziej odjechane miejsca z najbardziej odjechanymi nazwami.

Czy wiesz, że Walia króluje pod względem nazewnictwa? Nie ma sobie równych nie tylko, jeśli chodzi o Wyspy, ale i ranking światowy. Ma tutaj srebro! W Walii właśnie znajduje się miejscowość o najdłuższej w Europie i drugiej pod względem długości nazwy na świecie: Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch, co tłumaczy się jako “Kościół Św. Marii pod stawem wśród białych leszczyn, niedaleko wodnego wiru pod czerwoną pieczarą przy kościele Św. Tysylia”. 

Gdzie zatem jedziemy? Gdzie możemy zrywać boki? 

Jeśli o Wrexham chodzi, możemy odwiedzić Alejkę Fiuciego Wała (Cock Bank), Mocnieściskaje (Hugmore) i Aleję Dupnego Wzgórza (Butt Hill Court). We Flinthshire zwiedzamy Szklanomajty (Pant-y-Glas), Stukniętomajty (Pant – y-Wacco), Mordę (Gob) i wjeżdzając do Debnighshire przystajemy w Zagajniku Pipuchy (Beaver Grove). Dojeżdzamy do miejsca gdzie Trevor Wymiata (Trevor Rocks) i tą sama trasą wracamy do Wrexham. 

Nagrywałam ten epizod chyba z 50 razy, nie mogłam przestać się śmiać. Jak to przekłada się na filmik – zapraszam do obejrzenia poniżej. Filmik bonusowy jest już na Insta. Zapraszamy!

Jeśli myślisz, że praczłowiek na Wyspach wcinał głównie mięso, to się grubo mylisz. Wcinał barszcz i na dodatek nie ten z buraków! Przodkowie dzisiejszych Brytyjczyków wcinali na kolację to, co mieli pod ręką; mięso zaś zdarzało się na tyle rzadko (nie było bowiem łatwe do upolowania), iż naukowcy zgodnie twierdzą, że byliśmy bardziej wegetarianami, niż mięsożercami. 

Dieta “Paleo”, o której było kiedyś tak głośno nie ma nic wspólnego z tym, jak kiedyś odżywiali się praludzie. Aby faktycznie spróbować diety ówczesnych, musielibyśmy zapolować na coś dzikiego – a jeśli by się to nie udało – żywić tym, co dała natura. 

A natura bywała w paleolicie tak hojna, jak i brutalnie skąpa. To, co można było zjeść zależało w dużej mierze od klimatu, pory roku i zdolności łowiecko – zbierackich tych, którym przyszło polować na kolację. 

Często zdarzało się, iż nie tylko człowiek nie zdołał upolować zwierzyny, ale i zwierzęta zabijały ludzi. Śmierć często była też wynikiem infekcji, konsumpcji trujących grzybów i roślin. Nasze zdolności kulinarne jednak z czasem ulegały rozwojowi i grillując kawałek upolowanej dziczyzny w paleolicie, już mogliśmy przyprawiać ją nadmorskim koprem, eksperymentując z przyprawami. Ten odcinek dedykowany jest PRAwdziwej diecie!

W pierwszym odcinku mowa była o najstarszych śladach pojawienia się człowieka na Wyspach; dziś mówię o najstarszych szczątkach człowieka wydobytych na tym terenie. Chodzi o kość i dwa zęby, mówiąc ściślej, bo o całym szkielecie człowieka nie może tu być mowy. Nie o ilość, ale o jakość jednak chodzi i oto owe zęby, jak i kość dają nam mnóstwo wiadomości o tym, kto zostawił te szczątki.

Okazuje się, że homo heidelbergensis, gatunek człowieka do którego owe szczątki należały znał już ogień i był o wiele inteligentniejszy niż “piątka z Happisburgh”. Jak się okazuje, był też rzeźnikiem szczególnego kunsztu. Koń, który został spałaszowany przez grupę osób, do której rzeźnik należał, pojawił się i…zniknął. Został rozebrany na części pierwsze; zjedzony i spożytkowany doszczętnie. To, z jaką starannością odkrawano mięso od kości nadało praczłowiekowi (lub de facto pani praczłowiek, bo płeć jest tu niepewna) miano rzeźnika. Zapraszamy do obejrzenia odcinka!

Najstarsze ślady pojawienia się człowieka na Wyspach sięgają prawie miliona lat przed naszą erą. Grupka pięciu praludzi, najprawdopodobniej z gatunku homo antecesor zostawiła ślady, które w 2013 w maju, zostały odkryte przez sztorm na plaży w Happisburgh, w hrabstwie Norfolk. Uczeni pracowali w pocie czoła, by zdążyć przed przypływem, który nadszedł i… przykrył rychło to, co na chwilę pokazała natura. Kim byli ci ludzie? Do jakiego gatunku należeli? Co robili w tym miejscu? Dowiesz się już z tego odcinka!

Jak się okazuje ślady zostawione przez te grupkę ludzi są również najstarszymi, do tej pory odkrytymi poza Afryką, znalezisko jest więc tym bardziej cenne.

Z Guy’em Fawkes’em to było tak…

W 1605 roku, Król Jakub I, panujący wówczas monarcha, nie cieszył się wielką sympatią wśród ludu. Jako młody chłopak Jakub miał ciężkie dzieciństwo. jego ojciec został zamordowany (najprawdopodobniej przez swoją żonę, matkę Jakuba, która bardzo chciała pozbyć się męża…). Nie zostało to jednak udowodnione. Jakub był gorliwym wyznawcą anglikanizmu. W pewnym momencie swojego panowania zaczął stosować represje wobec wyznawców religii katolickiej. W związku z tym grupa żarliwych katolików, postanowiła pozbyć się nie tylko niewygodnego króla, ale i całego Parlamentu. I tu ciekawostka. Grupie spiskowców, jak możnaby przypuszczać, wcale nie dowodził Guy Fawkes! On został jednak znaleziony w nocy z 5 na 6 listopada, z 36 beczkami prochu w podziemiach londyńskiego Parlamentu. Ktoś wysłał anonimowy list ostrzegający o spisku; list dostał się w ręce króla, który zarządził przeszukanie Parlamentu. Guy nie zdążył uciec. Spisek się wydał – wszyscy w nim uczestniczący zostali skazani na śmierć przez powieszenie i poćwiartowanie. Guy skoczył z szafotu w dniu egzekucji i zabił się na śmierć. Zrobił to, by uniknąć publicznej egzekucji.

 

Incydent odbił się wówczas wielkim echem. Dziś, Wielka Brytania świętuje noc Guy’a Fawkes’a rozpalając wielkie ogniska (bonfires), oglądając pokazy sztucznych ogni, celebrując historię, odwagę ale i szczęście.

 

Dzień Guy’a Fawkes’a świętowany jest 5 listopada. Znany jest pod nazwą Guy Fawkes Night/ Guy Fawkes Day oraz Bonfire Night.

Pudding pokrzywowy, jeż z rożna i potrawka z ryb – takie delicje serwowano ponad 8000 lat temu na Wyspach. We wrześniu 2007 pudding pokrzywowy został okrzyknięty najstarszą potrawą (datowaną na około 6000 lat p.n.e). Bazując na znaleziskach oraz przeprowadzając serie testów i kulinarno – archeologicznych rekonstrukcji podano kompletny przepis na tę prehistoryczną delicję. Jeśli nie macie pod ręką mięsa z dzika lub tura, nie ma obaw. Wieprzowina wystarczy. Zapraszam.

Czekam na ksiażkę Jane Renfrew “Food and cooking in prehistoric Britain”. Napisana w 1985 roku, opowiada o metodach, składnikach oraz potrawach jakie pojawiały się na Wyspach w najdawniejszych czasach. Zainspirowana tematem postanowiłam opowiedzieć Wam dziś o najstarszym przepisie, a właściwie potrawie z Wysp, jaką do tej pory udało się zrekonstruować. Pudding pokrzywowy (“nettle pudding”, bo o nim mowa), wcale nie był jakąś słodkawą, zielono – szarą bryją, jak może sugerować wyobraźnia! Był potrawą sporządzaną z mięsa (najczęściej dzika), gotowaną powoli i z troską o smak. Wśród delicji sprzed 8000 lat królował również jeż z rożna, który (jak można sobie wyobrazić) nie był łatwy w “obróbce” i tylko sprawni kucharze potrafili przyrządzić go w odpowiedni sposób. 8000 lat p.n.e zwierzęta te były popularnym źródłem pokarmu, natomiast dziś są już na granicy wymarcia. Ich populacja w Wielkiej Brytanii masowo spada z każdym rokiem. Najnowsze badania ukazują, że jeż może całkowicie wyginąć w ciągu najbliższych 15 lat, stąd coroczny apel RSPCA by dokarmiać jeże, jeśli pojawią się w naszych ogródkach (gwoli informacji: przepadają one za jedzeniem w puszkach dla psów).

Wróćmy jednak do puddingu. Jeśli macie ochotę na kulinarną próbę sprzed 8000 lat, będziecie potrzebować co następuje:

– mięso z dzika (które zastąpi nam wieprzowina – cztery kotlety lub osiem medalionków)

– garść szczawiu

– garść  listków młodej pokrzywy

– garść listków mlecza

– garść rzeżuchy

– szklankę żytniej mąki

– odrobinę szczypiorku

– szczyptę soli

– wodę

Zieleninę siekamy i mieszamy z mąką i wodą by uzyskać stałą konsystencję. Zawijamy w lnianą lub płócienną szmatkę i wkładamy do garnka z mięskiem. Podlewamy wodą i gotujemy we własnym sosie aż mięso będzie miękkie.

Nie używamy sztućców, ale palców i, najlepiej, spożywamy pudding na świeżym powietrzu.

Jeszcze nie miałam okazji spróbować tych delicji, ale jeśli ktoś z Was się zdecyduje na prehistoryczny “main course” – koniecznie proszę o komentarz 🙂

Smacznego!

Wasza Nauczycielka.

Dziś na ruszt gramatycznej analizy wsadzamy “have to” i “must”, czyli “musieć”  versus …”musieć”. Które wybrać i kiedy? Zapraszam.

 

Jeśli chodzi o zastosowanie MUST i HAVE TO, w języku angielskim ważne jest to kto, lub co mnie do czegoś zmusza. Innymi słowy, skąd pochodzi mój przymus – czy ja sobie coś każę, czy ktoś mi coś narzuca? Jeśli to ja – użyję MUST, jeśli przymus pochodzi z zewnątrz, użyję HAVE TO.

Pamiętajcie, że MUST jest czasowikiem modalnym, czyli ma te same właściwości, jakie omówiliśmy w poście o innym czasowniku modalnym – CAN. Jego forma jest taka sama dla wszystkich osób (I, you, she, he, it, we, you they —> MUST) podczas, gdy HAVE TO odmienia się nieregularnie (I, you, we, they – have to, ale she, he, it has to).

Przejdźmy zatem do przykładów.

I must drink more water.         Muszę pić więcej wody.

Nikt mnie do tego nie zmusza, ale zauważyłem, że piję jej mało i chcę to zmienić.

I have to drink more water.   Muszę pić więcej wody.

Muszę (kazano mi) pić więcej wody. Właśnie jestem po badaniach zdrowotnych i lekarz tak mi zalecił.

We have to pay our bills.   Musimy płacić rachunki. 

Chcemy, czy nie chcemy, taki los 🙂

I must go! I've been sitting here all afternoon. Muszę iść. Całe popołudnie już tu siedzę.
She has to stay a few extra hours today.  Ona dziś musi zostać kilka godzin dłużej.

(Ktoś tego od niej wymaga).

Przy okazji, podam więc jeszcze jedno z zastosowań czasownika MUST do wyrażania przekonań (wszystkie podam w osobnym poście, ale warto przy dzisiejszej okazji wspomnieć choć o tym jednym):

You must be so annoyed! Musisz być naprawdę wkurzony! (Opowiedziałeś mi o swojej sytuacji więc odpowiadam z mojego punktu widzenia. Jestem przekonany, że na twoim miejscu każdy by się wściekł).

She hasn’t eaten all day. She must be hungry.  Cały dzień nic nie jadla. Musi być głodna.

(Jestem przekonany, że ona jest głodna, skoro nie jadła przez cały dzień).

Proste, prawda? Miłego dnia.

Wasza Nauczycielka.

Dziś porozmawiamy sobie o czasownikach modalnych a pod lupę bierzemy  MÓC, POTRAFIĆ, UMIEĆ czyli CAN. Zapraszam!

Czasowniki modalne to bardzo sympatyczne gramatyczne stworzenia 🙂 Bardzo ułatwiają nam życie, bo mają wiele wspólnych cech, które – jak zaraz zobaczycie – łatwo zapamiętać.

1. Czasowniki modalne mają tę samą postać dla wszystkich osób.

I, you, she, he, it, we, you they    CAN    

Jak widać, nie musimy się martwić o dodawanie “s”  do trzeciej osoby liczby pojedynczej (nie istnieje: she cans, he, cans, it cans – fuj!!! :-)). Jest tylko forma “can”, która – jeszcze raz powtarzam-  jest identyczna dla wszystkich osób we wszystkich liczbach.

Przykłady:

Ja umiem, potrafię, mogę = I can

Ona umie, potrafi, może = she can

Wy umiecie, potraficie, możecie = you can

2. Po czasownikach modalnych stosujemy “nagą” formę bezokolicznika, tzw. “bare infitive”  (bez “to”). Często tłumaczę moim uczniom, że “modale” są żarłoczne i zjadają bezbronne “TO” niczym piranie bezlitośnie ogałacając bezokolicznik. 😉

She can sing.    (poprawnie)       She can to sing (źle)          Ona umie śpiewać.

They can help me. (poprawnie)   They can to help me (źle).   Oni mogą mi pomóc.

Jak widzicie nasze “TO” zostało pożarte w zdaniu przez żarłoczny modal 🙂

3. Jeśli chcemy zbudować zdanie pytające z czasownikiem modalnym, stosujemy inwersję.

Pamiętacie post o czasowniku TO BE, który tworzy pytania przez inwersję? Czasowniki modalne również “polubiły” ten sposób formowania zdań pytających. Aby stworzyć zdanie pytające z użyciem CAN, musimy postawić ten czasownik przed podmiotem (osobą).

CAN ---> I, you, she, he, it, we, you they?

Can you help me?       Możesz/ Możecie mi pomóc?

Can she swim?     Czy ona umie pływać?

Can he dance? Czy on umie tańczyć?

Podobnie jak w przypadku TO BE:

You are happy.     Are you happy?

She is nice.  Is she nice?

Czasowniki określające zmysły w j. angielskim bardzo lubią pojawiać się w towarzystwie CAN:

can see you. Widzę Cię.

can hear him. Słyszę go.

Can you smell smoke? Czujesz dym?

Can you taste it? Spóbujesz tego? / Posmakujesz tego?

Czasowniki modalne będziemy przeczyć dodając NOT.

CAN i NOT piszemy RAZEM, w oficjalnej, zdłużonej wersji. Skrócona wersja przeczenia to CAN’T.

I cannot  = I can't             Ja nie mogę, nie umiem, nie potafię
You cannot = You can't          Ty nie możesz, nie umiesz, nie potrafisz
he/she/it  cannot = he/she/it  can't     On/ ona/ono nie może, nie umie, nie potrafi

We cannot =  we can't       My nie możemy, nie umiemy , nie potrafimy
You cannot = You can't       Wy nie możecie, nie umiecie, nie potraficie
They cannot = They can't      Oni/ One nie mogą, nie umieją, nie potrafią

Przykłady:

I can’t sing. Nie umiem śpiewać.

He can’t help me. On mi nie może pomóc.

They can’t do it. Oni nie potrafią tego zrobić.

 

Zapraszam do ćwiczeń i życzę milego dnia 🙂

Wasza Nauczycielka

Tym razem o obrzędach i celtyckiej mitologii. Zapraszam.

Zacznijmy od kilku pytań, jakie zapewne stawiali sobie Celtowie: “Czy plony będą obfite?”, “Czy nasz władca wyzdrowieje a bitwa zostanie wygrana?”. Na takie pytania odpowiadali druidzi, czyli celtyccy kapłani; pośrednicy między ludźmi a bogami. Celtowie darzyli ich największym szacunkiem. Tradycję przekazywano ustnie (na nasze nieszczęście, bo nie mamy żadnych ksiąg, listów czy historii pisanych celtycką ręką). Bano się słowa pisanego. Wierzono, że zapamiętywanie i przekazywanie sobie tradycji w formie ustnych przekazów utrzymuje ją żywą i wzmacnia więzi. Według cytowanego już nie raz Cezara, studia wiedzy tajemnej, czyli “szkolenie druida” trwało nawet dwadzieścia lat! Długo, bo trzeba było wszystko mozolnie i skutecznie zapamiętywać. Nie było żadnych ksiąg z których można byłoby korzystać. Polegano tylko na pamięci. A jak próbowano zjednać sobie bogów? Składano im ofiary – były to dary (miecze, pieniądze, kosztowności często rzucane do wody, które służyły temu, by przebłagać boga o łaskę i litość) ale i ofiary z ludzi. Tacyt opisuje, że druidzkie ołtarze w Anglesey “przesiąknięte były ludzką krwią”. Często w opisach pojawiają się wzmianki o całopaleniach a Posejdonos mówił nawet o tym, że “składając ofiarę z człowieka i zadając mu cios sztyletem w przeponę, druidzi wróżyli z konwulsji i ułożenia wnętrzności”. Nie były to jak widać przelewki. Ofiary składano w razie konieczności, ale również w specyficzne święta, które dla Celtów miały ogromne znaczenie. Najstarszy znaleziony kalendarz celtycki (wyryty w blasze) udowadnia, że miesiące dzielono na “dobre i złe” a ich połowy na “ciemne i jasne”. Czas, pogoda i cykl natury były dla Celtów kultowe. Samhain było na przykład świętem o szczególnej mocy. Niebezpieczne, jak pisze znawca kultury celtyckiej Bary Cunliffe, bo było obchodzone w nocy z 31 października na 1 listopada i znaczyło “wejście” w kolejny rok; było pewnego rodzaju granicą między starym a nowym. Robiono wszystko, by nie pozwolić złym duchom przeniknąć do nowego roku – tańczono, ucztowano, składano ofiary i wróżono. To święto obchodzimy do dziś i, w naszej słowiańskiej tradycji, znamy je pod nazwą “Zaduszek”; wcześniej, w pogańskiej,  istniało pod nazwą “Dziadów” (ręka do góry, kto pamięta lekturę szkolną pod takim tytułem!). Na Wyspach zaś funkcjonuje jako znane wszystkim “Halloween”. W Irlandii, która posiada niezwykle bogatą mitologię celtycką, próbowano przekazać z pokolenia na pokolenie historię tego kraju, opowiadając ją “od początku świata” aż do średniowiecza. Te legendy zebrał i spisał w formie gawęd nieznany średniowieczny mnich, nazwając je “Lebor Gabala Erenn” czyli “Księgą Podboju Irlandii” (XI w.) Aż do XVII wieku wierzono w to, że wszystkie legendy opisane w tej księdze były prawdą. Na przykład wierzono, że Fintan mac Bochra – pierwszy człowiek, który wyszedł na brzeg Irlandii, i który miał zdolność przemieniania się (między innymi) w łososia, przebywał pod wodą przez ponad rok po tym, jak nadszedł biblijny Potop. Mając zdolność przemieniania się również w orła i jastrzębia, zdołał przetrwać jeszcze 5500 lat po Potopie i doradzać królom Irlandii jako Fintan Mądry. To Fintan wyjaśnia nam w legendzie jakie ludy zamieszkiwały Irlandię od samego początku:

Życie moje przed mrocznym Potopem

Trwało lat piętnaście przez piętnaście

Zaś po Potopie dał mi Bóg

Lat pięć tysięcy i pięćset

(…)

Ja żyłem w Erynie

(już wtedy) gdy puszczą był Eryn

nim przybył tam syn Agnomana

imieniem Nemhedh, łagodny w obyciu

(…)

Potem lud Tuatha De Dannan

nadszedł w obłokach mrocznych mgieł,

i żyłem pośród nich

a to był długi żywot

(…)

Potem zjawili się Synowie Mila,

co szli z Iberii na południe

i żyłem pośród nich

a mężni byli w walce

(…)

Jam jest Fintan Biały

Syn Oceanu, tego nie ukrywam,

Od czasu, gdy ziemię zalał Potop,

Żyję tu, mędrzec wielki i szlachetny.

Według legendy, lud Tuatha De Dannan przywiózł do Irlandii cztery magiczne skarby: kocioł Dagdy, włócznię Lugha, kamień zway Fal oraz miecz Nuady. Chętnie opowiem o nich więcej przy kolejnej okazji. Ograniczmy się do tego,  że Tuatha De Dannan zostali pokonani przez kolejny lud – Synów Mila (Milezjan) pod wodzą Amhairghina (lAmergina). Najstarsza pieśń irlandzka, “Pieśń Amhairghina” – (“The Song of Amhairghin”), której początki datowane są wg niektórych badaczy na 1268 r p.n.e, została ponoć skomponowana przez sławnego milezjańskiego barda, który o wodzu śpiewał tak:

Jestem jeleniem: o siedmiu rosochach,

jestem potokiem wód: ktory zatapia równinę,

jestem wiatrem: na głębokim jeziorze,

jestem łzą: którą gubi Słońce,

jestem jastrzębiem: wysoko nad skałą,

jestem cierniem: który tkwi pod paznokciem,

jestem cudem: ukrytym wśród kwiatów,

jestem magiem: któż oprócz mnie chłodne czoło rozpłomienia dymem?

Jestem włócznią: która woła o krew,

jestem łososiem: w wodzie,

jestem pokusą: z rajskiego ogrodu,

jestem wzgórzem: po którym wędrują poeci,

jestem dzikiem: złym i bezlitosnym,

jestem falą oceanu: co niesie groźbę zagłady,

jestem przypływem: który porywa ku śmierci,

jestem dziecięciem: któż jak nie ja zerka zza nieociosanego dolmenu?

jestem łonem: każdej leśnej jamy,

jestem płomieniem: na stoku każdego wzgórza,

jestem królową: dla każdego ula,

jestem ochronną tarczą: dla każdej głowy,

jestem grobem: dla wszelkiej nadziei *

Poniżej możecie posłuchać interpretacji tej pieśni w j. irlandzkim.

Mitologia celtycka związana jest z całą plejadą bogów i bogiń  – poprzez mistyczny, irlandzki kraj wróżek i elfów zwany Tir na nÓg – czyli “Krainą wiecznej młodości”, po postaci władców i ludzi mających nadprzyrodzone zdolności. Legendy mieszają się z rzeczywistością. Kto nie słyszał o legendarnym, celtyckim królu Arturze i Bractwie Okrągłego Stołu? Myślicie, że istnieli naprawdę? To, czy tak było do tej pory jest debatowane przez historyków. Kto nie zna czarodzieja Gandalfa, mistycznego druida posiadającego niebywalą moc i wiedzę?  Mity są dla nas znakomitym źrodłem wiedzy o kulturze. Oczywiście, w przypadku mitologii celtyckiej trzeba brać pod uwagę fakt, że czytamy o niej ze źródeł dość “przefiltrowanych”, spisanych ręką katolickich mnichów. W każdej legendzie kryje się ponoć ziarno prawdy…

W następnym artykule zakończymy celtyckie wywody i przyjrzymy się rzymskim podbojom Wysp.

Wasza Nauczycielka

* Norman Davies “Wyspy” tłum. Elżbieta Tabakowska

IF oraz WHETHER używane są w znaczeniu “czy”, ale stosując je, powinniśmy zastosować się do pewnych reguł. Zobaczmy jakich.

IF nie sprawia tylu kłopotów, co WHETHER. Zacznijmy więc od przykładów:

I asked her, if I could take her umbrella. (Zapytałem ją, czy mogę wziąć jej parasol.)

I asked her, whether I could take her umbrella . (Zapytałem ją, czy mogę wziąć jej parasol.)

Oba zdania znaczą to samo. Opowiadam o czymś (używam tzw. mowy zależnej), więc mogę użyć WHETHER lub IF.WHETHER jednak, jest bardziej oficjalne niż IF, więc jeśli rozmawiamy z kolegą  użyjemy raczej IF niż WHETHER, ale nie ma się co stresować. Obie wersje poprawne. O mowie zależnej opowiem szerzej w osobnym poście.

WHETHER użyję:

1. Gdy mowa o wątpliwościach i niepewności

I’m not sure whether I should see her.  Nie jestem pewnien, czy powinienem się z nią widzieć.

2. Z frazą "or not" ("czy nie")

I asked him whether he would come or not.  Zapytałam go, czy przyjdzie, czy nie.

I’m not sure whether I should see a doctor or not.  Nie jestem pewnien, czy powinienem iść do lekarza, czy nie.

Whether you like it or not, I’m going to speak to her. Czy ci się to podoba, czy nie, i tak z nią porozmawiam.

3. Po przyimkach (np. about ) i przed bezokolicznikiem:

She talked to him about whether to go to London.  Rozmawiała z nim o tym, czy pojechać do Londynu. (“about” – przyimek, “to go ” – bezokolicznik)

My mother was wondering whether to take holiday this year. Moja mama zastanawiała się, czy wziąć urlop w tym roku. (“to take” – bezokolicznik)

4. Przy wyborze, kiedy mamy więcej niż jedną z opcji, pojawi się WHETHER i OR. 
W tym przypadku OR również oznacza "czy".

I’m not sure whether to go to Italy or to France. Nie wiem czy jechać do Włoch, czy do Francji.  (Mam dwie opcje, więc najpierw używam WHETHER potem OR)

I don’t know whether to learn Polish, Spanish or Russian.

5. Możemy mieć kilka “zmieszanych” opcji w zdaniu, zobaczmy:

She talked to him about whether to drive to London or (to) take a taxi.  Rozmawiała z nim o tym, czy pojechać do Londynu samochodem, czy wziąć taksówkę.

Najpierw mamy przyimek “about” więc z tego powodu użyjemy WHETHER, potem mamy bezokolicznik “to drive”  więc użycie WHETHER tym bardziej wydaje się uzasadnione, a na końcu mamy opcję – “czy wziąć taksówkę”, więc wstawimy OR.  Nasze drugie “to” możemy opuścić (dlatego dałam je w nawias). Robimy tak w sytuacjach, kiedy mamy dwa bezokoliczniki łączone naszym OR ( w tym przypadku “to drive” i “to take”). Drugi bezokolicznik gubi “to”:

She talked to him about whether to drive to London or take a taxi.

Well, I’m not sure whether to have a coffee or tea, but I need a break 😉

Your Teacher

Pierwszy post na życzenie, w którym omawiam przeczenie AIN’T. Popularne w piosenkach i mowie potocznej, ale niedopuszczalne w oficjalnym angielskim. Zbadajmy sprawę…

 

Przeczenie AIN’T zastępuje: am not, are not, is not, does not, do not, did not, has not, have not ( i parę innych) i jest używane w codziennym angielskim, zarówno w jego brytyjskiej jak i amerykańskiej odmianie. To przeczenie posiada bardzo niechlubną opinię; nie uczą o nim podręczniki, jest zrzucane na slangowy margines. Mówi się o nim, iż jest najbardziej stygmatyzowanym słowem w tym języku. Twierdzono do niedawna, że jego używanie świadczy o społecznym statusie (mówi się, że przeczeniem tym posługują się słabo edukowani członkowie społeczeństwa, nie widzący różnicy w różnych typach przeczeń a przez to zastępujący je jednym słowem). A niegdyś AIN’T biło rankingi popularności, zwłaszcza w XVII i XVIII w. W pewnym momencie w historii AIN’T znalazło się (i to na skutek nieszczęśliwego zbiegu wypadków) w katergorii słów wulgarnych i stąd jego niechlubna opinia. Dziś AIN’T używane jest wyłącznie w potocznym, nieformalnym języku i, jak podaje Oxford, jest absolutnie niedopuszczalne w języku oficjalnym (pisanym, mówionym, czy w korespondencji). W Oxford Dictionary go nie znajdziemy, za to znajdziemy go w popularnych szlagierach. I tak, na przykład,

śpiewa:So many tears I’ve cried
So much pain inside
But baby it ain’t over ’til it’s over
So many years we’ve tried
To keep our love alive
But baby it ain’t over ’til it’s over

No właśnie. Tyle łez wypłakał, tyle w nim było bólu, ale to nic, bo to jeszcze nie koniec, jeszcze nie wszystko stracone! Zamiast poprawnie gramatycznego: It isn’t over (to nie koniec), Lenny decyduje się na It ain’t over. W tym przypadku AIN’T zastępuje ISN’T.

Oto

w znanym przeboju:Ain’t no sunshine when she’s gone
It’s not warm when she’s away.
Ain’t no sunshine when she’s gone
And she’s always gone too long
Anytime she goes away.

U niego “there is no sunshine” zamienia się w “ain’t no sunshine”. Tutaj sytuacja jest jeszcze bardziej ciekawa, bo mamy podwójne przeczenie “ain’t no”, które w potocznym amerykańskim angielskim używane jest do jego wzmocnienia. Ona odeszła, słońce zgasło, żadnego promyka nie widać.

zwierza się nam:Some people want diamond rings
Some just want everything
But everything means nothing
If I ain’t got you, yeah

Śpiewa nam o pierścionkach z diamentami, o tym, że niektórzy chcą mieć wszystko. Ale dla niej wszystko to nic, jeśli nie ma swojego ukochanego u boku.

If I ain’t got you. (If I don’t have you. If I haven’t got you).

oznajmiają w refrenie:Ain’t it fun living in the real world
Ain’t it good being all alone

Inaczej: Isn’t it fun living in the real world? Isn’t it good being all alone? I tu znów AIN’T zastępuje IS NOT. Powód? Bardziej popularne? Lepiej brzmi…? Bardziej pasuje do tekstu? Kto wie.

Zapytano mnie, czy można używać tego przeczenia w zastępstwie za inne. Nie, absolutnie nie “w zastępstwie”. Pamiętajmy, że chodzi o slang. Uczymy się poprawnej, formalnej wersji  języka, choć dobrze jest wiedzieć jak funkcjonuje slang i jakie słowa do niego zaliczamy. Czasem sytuacja pozwoli nam na użycie AIN’T (np. żart, cytat, powiedzenie – czyli od wielkiego święta) i nic się nie stanie jak pozwolimy sobie na odrobinkę zapomnienia. Na co dzień jednak stosujemy formy  am not, are not, is not, does not, do not, did not, has not i have not .

Wasza Nauczycielka

Zapraszam na kolejny post o Celtach. Tym razem o dyfuzji, która powinna nas łączyć, nie dzielić.

 

W ostatnim poście mówiłam o różnych kulturach plemion, jakie związane są z Celtami. Teraz spróbujemy poukładać wiadomości i skupić się na Celtach z Wysp.

Jak Celtowie znaleźli się na Wyspach? Czy “pierwsi” Celtowie, którzy pojawili się w Europie Środkowo – Zachodniej (kultura halsztacka) postanowili zabrać toboły, kobiety i dzieci podejmując wielką wędrówkę i docierając aż do Wysp?  Źródła mówią, że językiem celtyckim mówiono na Wyspach już w 600 p.n.e. Podręczniki uczą, że Celtowie byli pierwszymi ludami, które zaczęły emigrować z Europy właśnie tym samym okresie. Coś tu więc nie gra. Celtowie z Wysp nie mogą być tymi migrującymi z Europy Centralnej, chyba, że mieli zdolność teleportacji, o której jeszcze nic nam nie wiadomo 😉  Co łączy więc Celtów z Wysp, z Celtami z kontynentu, co różni? Jak w ogóle się tam znaleźli?

Ba! To pytanie za przysłowiowe sto punktów.

Pamiętacie kulturę pól popielnicowych z poprzedniego wpisu? Jedna z językowych teorii głosi, że język celtycki ewoluował z języka “popielnicowych pól”. Ta kultura przybyła na Wyspy z Europy sporo, sporo wcześniej (około 1300 p.n.e) i znajdowała się zarówno na kontynencie jak i na Wyspach. Stąd już tylko pierwszy krok do uznania, że ludzie kultury pól popielnicowych byli przodkami Celtów, ale nie tak szybko.

Druga teoria zakłada dyfuzję, czyli migrację nie tyle ludzi, co rozprzestrzenianie się i mieszanie ich kultur. Przyjrzyjmy się temu. Dawno, dawno temu istniało kilka nadmorskich szlaków handlowych, które umożliwiały Wyspom kontakt z kontynentem. Nie ulega wątpliwości, że ludzie z kontynentu musieli w jakiś sposób porozumiewać się z ludźmi z Wysp. W grobowcach z Irlandii znajdują się symbole podobne do tych znalezionych w Portugalii, które datowane są na 4000 lat p.n.e.  Jest nawet teoria, która głosi, że społeczności nadmorskie miały własną, wspólną kulturę – mistrzowie odlewnictwa brązu z kontynentu przybyli na Wyspy, by uczyć sztuki. Jeśli nie mówili tym samym językiem, to przynajmniej musieli mieć tłumaczy. W każdym razie kiedyś ktoś musiał nauczyć się języka danego plemienia z kontynentu i odpowiedniego plemienia z Wysp. Zresztą tłumacze wcale nie musieli być “tłumaczami”. Mogli być przecież mężami z kontynentu, którzy wzięli sobie za żony kobiety z Wysp. Celtycki hełm ze wzorem europejskim wcale nie musiał zostać przywieziony z Europy. Mógł przecież zostać wykonany przez kogoś, kto nigdy w Europie nie był, za to kogo nauczono tej sztuki i danego wzoru.

Jest jeszcze teoria, która głosi, że ludzie migrowali, podbijali tereny maczugami i mieczami, mieszali się tworząc rodziny wspólplemienne a ich kultura szybciej przenikała na obce tereny, niż oni sami. Są też teorie mówiące o tym, że zanim Celtowie pojawili się w Europie Środkowo – Zachodniej, wcześniej znajdowali się na terenach Azji i stamtąd przybyli. Jak widzicie sami – ile autorytetów w tej dziedzinie – tyle teorii. Jako filolog patrzący obiektywnym okiem na współczesne badania przyznam jedno: wygląda na to, że dalej wiadomo niewiele, a najnowsze “odkrycia” przyczynają się tak naprawdę nie tyle do wyjaśnienia zagadki, ale do powstania nowych spekulacji i nowych teorii, więc zostawmy je na razie. Przyjrzyjmy  za to po krótce językowi celtyckiemu. Potrzebujemy do tego mapy.

Mapa ukazuje tereny na których do dziś mówi się współczesnymi językami celtyckimi. Ten czarny obszar to Francja, a ściślej jej region – Bretania. Tam do dziś mówi się językiem bretońskim. Teren czerwony, to Walia (język walijski). Teren zielony to Irlandia, tam używany jest do dziś irlandzki. Żółty to kornwalijski a pomarańczowy – mański. Cały niebieski teren to szkocki gaelicki. Wszystkie te języki należą do grupy języków celtyckich.

Jak widać teren Anglii pozostaje pusty – na tym terenie nie występuje żaden z języków celtyckich. Nie może! Anglia bowiem posługuje się językiem angielskim, który należy do grupy języków germańskich. Język angielski jest też oficjalnym językiem obowiązującym w Wielkiej Brytanii ( i nie tylko). Z tego powodu Walia jest dwujęzyczna. Na drogach zobaczymy ARAF (zwolnij) a policja to POLICE – HEDDLU. Na poczcie usłyszymy informację o “wolnym okienku” w dwóch językach – najpierw po angielsku, a potem po walijsku.

Tutaj jeszcze parę słów na temat rosnącej popularności walijskiego.  Powody dla których 73% Walijczyków nie mówi w tym języku można by wyliczać. Odkąd jednak pojawiła się walijska telewizja i radio, oraz wprowadzono obowiązek uczenia się walijskiego w szkołach podstawowych, liczba mówiących tym językiem stale rośnie.

Wasza Nauczycielka

Celtowie. Powód dla którego nigdy nie należy nazywać Walijczyka Anglikiem…Pisanie o Celtach do łatwych nie należy, ale postaram się Wam przekazać najważniejsze rzeczy o tych plemionach. Zacznijmy od początku.

 

Wyspy, tak jak i inne kraje, zamieszkiwane były od najdawniejszych czasów przez różne plemiona. Gdyby w tamtych czasach istniały aparaty fotograficzne a ludzie mówili jednym, zrozumiałym dla wszystkich językiem, nie byłoby problemu. Wiedzielibyśmy znakomicie jak wyglądali, co robili i skąd przybyli ówcześni ludzie; poznalibyśmy ich kultury, obyczaje i tradycje. Niestety. To, co wiemy o dawnych plemionach opieramy (głównie) na znaleziskach archeologicznych i wzmiankach w starożytnych tekstach. To tak, jakby próbować złożyć puzzle, których poszczególne elementy zostały również podzielone na setki mniejszych, znajdowanych przez nas raz na jakiś czas pod dywanem. Niemożliwe jest załatanie wszystkich luk, kiedy mamy tylko drobne elementy. Wiemy tylko tyle, ile wiemy. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Wiemy więc, że w 2500 p.n.e tereny Wysp zamieszkiwali kiedyś tak zwani Pucharowcy (lub inaczej: “Kultura pucharów dzwonowatych”, j.ang. – The Beaker Culture). Pucharowcy uzyskali swoją nazwę od dzbanów jakie wytwarzali. Ich głównym wzorem był odciśnięty na mokro sznur. Ta sama kultura pojawiła się również w Polsce, w rejonie Górnego Śląska, w Hiszpanii czy we Francji. Po Pucharowcach, jak wskazują źródła, pojawiły się nowe kultury zawdzięczające swoją nazwę od przedmiotów czy obrzędów, które je charakteryzowały a także miejsc ich odkrycia. Na przykład: kultura Wessex(2000 – 1400 r. p.n.e) używała toporów z kryzką (to znaczy z wywiniętymi brzegami) a kultura pól popielnicowych (1200 – 800 r. p.n.e, choć występowała w różnym czasie na róznych obszarach) charakteryzowała się tym, że po spaleniu ciał, prochy wkładano do urn, które później zakopywano. Zapamiętajcie tę nazwę, bo jeszcze do niej wrócimy.

Jeśli chodzi o Celtów, najbardziej interesują nas dwie kultury halsztacka i lateńska, o których dokładniej powiem za chwilkę. Kultury i ich podtypy można by wyliczać. Niektórzy naukowcy twierdzą, że to właśnie z tych pradwanych plemion istniejących na terenie Europy około 2000 – 1800 p.n.e wywodzą się Celtowie. Problem jest jednak bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Celtowie są pewnym ewenementem – pojawiają się najpierw w okolicach Europy Środkowej oraz Zachodniej i zaczynają dość szybko dominować podporządkowując sobie dość imponującą liczbę ówczesnych terytoriów. Co do tego, jak im się tego udało dokonać do dziś jest kwestią sporną. Celt w starożytnej literaturze to prawdziwy barbarzyńca, łowca głów i niewiarygodny pijak, mało interesujący się kobietami, a lubiący walczyć i wierzący w zabobony. Jeśli całkowicie wierzyć literaturze i temu, co pisali o Celtach starożytni, to jawi się nam obraz naprawdę przerażających, okrutnych ludzi. Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że słowo pisane służyło edukacji a więc i przestrodze, a co za tym idzie, grecki lub rzymski uczeń czytał o Celtach nieco przekoloryzowane historie. Po to między innymi, aby docenić jak wielkie znaczenie miały zwycięstwa odnoszone przez wojska, którym udało się pokonać tak bezwzględnych i barbarzyńskich ludzi. Literatura z czasem zaczęła ukazywać dość cieplejszy wizerunek Celta, a nawet w pewnym momencie w przeszłości, korzenie celtyckie okazały się czymś, co warto mieć. Pojawiła się tak zwana “Celtomania” i nawet Ci, którzy z Celtami mieli niewiele wspólnego, za wszelką cenę chceli nimi być. Wróćmy jednak do faktów.

Wiele plemion, które po raz pierwszy miały styczność z Celtami utożsamiało się z ich stylem życia. Celtowie zakładali rodziny i asymilowali się z mieszkańcami państw, do których przybyli, powoli stając się plemieniem dominującym. Najprawdopodobniej nie tylko podbijali tereny mieczem, ale i tradycją. Mieszkali w różnych częściach świata, więc nie byli plemieniem zwartym pod względem terytorialnym; z naszego punktu widzenia łączyły ich kultura, podobny język oraz tradycja, która zdumiewa po dziś dzień. Nie bądźmy też idealistami –  tyle, ile ich łączyło, tyleż i dzieliło. Celtowie walczyli między sobą zajadle; źrodła ukazują, że wcale nie czuli jedności z innymi, jak już pisałam wcześniej namiętnie zaglądali do kielicha, byli dość surowi i hartowali dzieci ubierając je zbyt lekko w najzimniejsze miesiące.

Jeśli chodzi o nazwę, Cezar podaje:

“Galia est omni divisa in patres tres; unam partem incolunt Belgae, aliam Aquitani, tertiam qui ipsorum lingua Celtae, nostra Galli appelantur”.

” Galia jako całość dzieli się na trzy części. Jedną z nich zamieszkują Belgowie, drugą Akwitanowie, a trzecią te plemiona, które we własnym języku noszą nazwę Celtów, w naszym Gallów”.

Dzięki Cezarowi wiemy jak Celtowie nazywali samych siebie i jak nazywali ich Rzymianie i za ten sławny początek dzieła “O wojnie galijskiej” bardzo Cezarowi jesteśmy wdzięczni.

Naukowcy, w miarę zgodnie mówią o dwóch następujących po sobie (a może i pokrywających się po części) kulturach celtyckich, jakie pojawiły się w Europie w pierwszym tysiącleciu p.n.e. Omówmy je dokładniej.

W 1857 roku w Szwajcarii, nad pięknym jeziorem Neuchatel, rozpoczęto prace wykopaliskowe po tym, jak uwagę Hansliego Koppa, jednego z poszukiwaczy archeologicznych perełek, przyciągnęły sterczące w wodzie drewniane pale. Odkryto wówczas wiele zabytków celtyckich, ale (jak się później okaże) jeszcze nie najstarszych. Tę celtycką kulturę, która żyła na przestrzeni kilkuset lat (około 450 – 100 p.n.e) nazwano od rejonu wydobycia znaleziska kulturą lateńską (od rejonu o nazwie La Tene). Kilkadziesiąt lat później, w niewielkiej wiosce o nazwie Hallstatt na terenie Austrii, odkryto wielkie cmenatrzysko. Groby wyposażone były w wiele interesujących przedmiotów, które, po wnikliwej analizie również przypisano Celtom. Znaleziska pomogły ustalić, że Celtowie, którzy zostawili ów skarb, przebywali na terenie Środkowej i Zachodniej Europy już od 1200 roku p.n.e. Ich kulturę nazwano halsztacką, również od miejsca znaleziska. Dzięki znalezionym ciałom, prochom i przedmiotom, można było o Celtach powiedzieć już nieco więcej. Ustalono więc, że po kulturze pól popielnicowych (to ta nazwa, którą sugerowałam zapamiętać), pojawiła się kultura halsztacka a potem lateńska. Wiele znalezisk na terenie Bawarii, Niemiec czy Czech, jakie udało się do tej pory wydobyć wykazuje duże podobieństwa do tego, co znaleziono w Austrii i Szwajcarii. Celtowie więc znajdowali się początkowo w rejonie Europy Centralnej i Zachodniej. Badacze sugerują, starając się sięgnąc jeszcze bardziej wstecz, że skoro kultura halsztacka i lateńska były celtyckie, to ta, która pojawiła się jeszcze wcześniej (kultura pól popielnicowych), musiała być jakaś “protoceltycka”, z niej musieli wywodzić się Celtowie. Nie wszyscy się z tym zgadzają. Nie będziemy jednak wchodzić w szczegóły sporu. Wystarczy zapamiętać, że te dwie kultury – najpierw halsztacka a potem lateńska, na pewno były celtyckie.

Skoro więc znaleziono te wszystkie groby, przedmioty, rekwizyty i akcesoria na terenie Austrii i Szwajcarii, czy pierwsi Celtowie zdecydowali się na Wielką Wędrówkę przez Europę Zachodnią docierając w końcu na Wyspy? I tak, i nie.

O tym w kolejnym poście.

Wasza Nauczycielka.

W maju 2013 roku, grupa naukowców z Natural History Museum, British Museum oraz Queen Mary University dokonała szczególnego odkrycia… Otóż na plaży w miasteczku Happisburgh, (niedaleko hrabstwa Norfolk) gdzie od jakiegoś czasu naukowcy wydobywali już różnego rodzaju prehistoryczne znaleziska, ich oczom ukazał się fragment skamieniałego mułu, w którym zostały odbite ślady około 50 stóp. Zanim zdołano zorganizować sprzęt, który pomógłby w zakonserwowaniu i wydobyciu płyty, natura okazała się tak łaskawa, jak i bezlitosna zabierając bezcenny fragment wraz z przypływem. Ślady znane są pod nazwą “Happisburgh Footprints”  i datowane na prawie milion lat…

 

950.000 lat p.n.e

Map of Britain 950,000 years ago

Oto prawdopodobne tereny Wysp około 950.000 lat p.n.e. Kolor jasnozielony pokazuje nam niezbadane obszary  – nie wiemy jak ów teren naprawdę wyglądał.  Jedynie obszary zaznaczone na ciemnozielony kolor to potwierdzona linia terenowo – brzegowa Wysp z tamtych czasów. Zauważ – ciemnozielony teren łączy się z Europą. Nie było wówczas jeszcze kanału La Manche (który przepływasz promem podrózując z Wielkiej Brytanii do Francji a o którym mowa była w poprzednim poście, zapraszam!), teren był spójny, można było pokonać go piechotą. Z tego okresu pochodzą też wspomniane już, odkryte w Happisburgh, ślady stóp praczłowieka zwanego homo antecessor . To najstarsze ślady obecności praczłowieka na  Wyspach i pierwsze, tak stare, znalezione poza Afryką do tej pory.

500.000 lat p.n.e.

Map of Britain 500,000 years ago

Kolejne pół miliona lat i teren nieznacznie się zmienia. Zwróć uwagę na rejony w okolicach Happisburgh i Boxgrove, widzisz różnicę? Okazuje się, że w tym okresie zamieszkiwał Wyspy już inny gatunek praczłowieka – homo heidelbergensis. Był to gatunek, który pojawił się w Afryce około 600.000 lat p.n.e. a do Europy dotarł sto lat później – około 500.000 lat p.n.e.

Oto rekonstrukcja jego wyglądu na podstawie znalezisk:

Model of what Homo heidelbergensis might have looked like.

450.000 lat p.n.e.

Map of Britain 450,000 years ago

Te białe obszary, to lód. Jak widać, jego gruba wartwa pokrywa ogromny obszar. W okresie epoki lodowcowej Wyspy są za zimnym terenem, by mogli na nim przetrwać ludzie. Gdy lód w końcu ustępuje, zaczyna formować się kanał La Manche, co zobaczysz na kolejnym obrazku.

 

400.000 lat p.n.e.

Map of Britain 400,000 years ago

Lód ustąpił a wraz z jego topnieniem podniósł się poziom wód, które otaczały Wyspy. Zwróć uwagę, że Wyspy wciąż są połączone wąskim pasmem terenu z Europą. Klimat się ociepla. Notujemy kolejny gatunek praczłowieka na terenie Wysp – homo neanderthalensis, czyli neandertalczyka, który pojawił się 400.000 lat temu i przetrwał całe tysiąclecia, aż do 30.000, kiedy to całkowicie wymarł. Wcale nie “ewoluował” we współczesnego człowieka, jak do tej pory myśleliśmy! Choć trudno to sobie wyobrazić, badania ukazują, że historia pojawienia się człowieka na ziemi jest o wiele bardziej skomplikowana, niż sądziliśmy. Okazuje się, że naukowcy znajdują w różnych miejscach na świecie, pozostałości różnych gatunków praludzi (zwanych hominidami) – niektóre z nich ewoluowały w inny gatunek (tak jak homo heidelbergensis ewoluował w neandertalczyka), ale niektóre z nich nie sposób “przypasować” do jakiegoś przodka – tak jak w przypadku naszego gatunku. To, że człowiek neandertalski jest naszym przodkiem wydaje się mało prawdopodobne, bowiem jak ukazują badania, pojawiliśmy się jakby…obok, z innej lini, w dodatku mieszkaliśmy i współżyliśmy z neandertalczykami (współczesny Europejczyk posiada 2% DNA neandertalskiego).

Wyspy 400.000 lat p.n.e to właśnie teren zamieszkały przez neandertalczyków, którzy (jak dowodzą badania), byli inteligentni, silni i mieli niebywałe talenty łowieckie. Długo panowało przekonanie, jakoby neandertalczyk był niemal półgłupkiem, który przygarbiony, ciężkim chodem szedł polować na jakieś mięsiwo – nic bardziej mylnego!

Jeśli klimat sprzyja polowaniu i życiu – neandertalczycy pozostają na wyspach, jeśli się oziębia – opuszczają je, by powrócić na nowo – ten cykl powtarza się przez około 300.000 lat.

125.000 lat p.n.e.

Map of Britain 125,000 years ago

Teren Wysp odłącza się całkowicie od lądu. Wody, które je otaczają są znacznie wyższe (na przykład niektóre dzisiejsze  tereny hrabstwa Norfolk były wówczas jeszcze całkowicie pod wodą). Tam, gdzie dziś przechadza się królowa, polowały lwy i hipopotamy! Klimat jest ciepły. Neandertalczycy, którzy opuścili Wyspy w zimniejszym okresie chcą na nie wrócić, ale już nie są w stanie – dzieli ich woda. Wyspy są całkowicie w tym czasie pozbawione ludzkiej obecności.

60.000 lat p.n.e.

Map of Britain 60,000 years ago

Choć wydaje się to nieprawdopodobne – Wyspy na nowo spajają się z lądem. Klimat zaczyna powoli się oziębiać i woda zamarza powodując obniżenie się poziomu morza. Wyspy stają się  zielone – pokryte grubą warstwą traw i spajają się z lądem. To umożliwia neandertalczykom powrót. W ciągu następnych 20.000 na tych terenach pojawi się nasz przodek – homo sapiens (znaleziona w Torquay kość żuchwy należy już do naszego gatunku i datowana jest na 41.000 lat).

20.000 lat p.n.e.

Map of Britain 20,000 years ago

To okres ostatniego zlodowacenia – gruba warstwa lodu pokrywa właściwie cały teren Wysp. Ludzi już nie ma –  nie mogąc znieść surowego klimatu opuszczają te tereny około 25.000 lat temu. Wracają dopiero po ponad 10.000 latach i zostają tu na dobre.

8.000 - dziś

Map of Britain today

Klimat się ociepla i około 10.000 – 8.000 lat temu Wyspy na nowo oddzieliły się od Europy formując ponownie kanał La Manche. Tak dziś wygląda linia brzegowa, zmieszkana przez człowieka współczesnego – homo sapiens sapiens…

 

Wasza Nauczycielka

W dzisiejszej lekcji omówimy sobie cztery idiomy angielskie związane z tematyką czasu. Zacznijmy jednak od tego, czym w ogóle jest idiom…

Idiom, mówiąc najprościej, jest wyrażeniem językowym, które różni się znaczeniem od dosłownego. “Robić komuś wodę z mózgu” w dosłownym znaczeniu zakrawałoby o scenę z jakiegoś horroru, w którym Hannibal Lecter robi sobie bogaty w proteiny koktail. Jako idiom, to powiedzenie funkcjonuje w sensie: “dezorientować kogoś, omamiać, zmylić”. Znaczenia idiomów nie bierzemy więc dosłownie, ale poznajemy ich ukryty, a raczej “inny” sens.

Tak samo sprawa się ma w języku angielskim. Poznamy dziś idiomy związane z tematyką czasu.

W j. polskim mówimy, że robimy coś “Od wielkiego święta / Od wielkiego dzwonu/ Raz na ruski rok”, czyli rzadko. W. języku angielskim odpowiednikiem tego idiomu jest “Once in a Blue Moon” (dosłownie “raz na niebieski księżyc”.

I do yoga once in a Blue Moon. 
Ćwiczę jogę raz na ruski rok.

W j. polskim: “Nadeszła na coś odpowiednia pora / Nadszedł odpowiedni czas” a w j. angielskim “The time is ripe”.

I think the time is ripe to talk to him about his mother.
Myślę, że to odpowiedni czas, by porozmawiać z nim o matce.

“Lepiej późno niż wcale” – mówimy. “Better late than never”  powie nasz kolega z Wielkiej Brytanii.

He was on a waiting list for ages but finally had a surgery last week. 
Better late than never.

Był na liście oczekujących przez długi czas, ale w końcu w zeszłym tygodniu miał operację.
Lepiej późno niż wcale.

W tym przypadku idiomy te brzmią bardzo podobnie w obu językach, tak jak w kolejnym przykładzie: “Czas to pieniądz” – “Time is money”.

We can't waste another week on this project! Time is money!
Nie możemy spędzić kolejnego tygodnia na tym projekcie. Czas to pieniądz! 

Jak widzicie, w ostatnich dwóch przykładach bez problemu można odgadnąć znaczenie idiomu, bo brzmi on bardzo podobnie w j. polskim. Jednak już w przypadku idiomów: “Once in a Blue Moon” lub “The time is ripe”  trzeba poznać ich znaczenie, by móc nimi właściwie operować.

Zachęcam Was do śmiałego używania idiomów i włączenia ich na stałe do “angielskiego repertuaru”.

Wasza Nauczycielka.

Dziś wystarczy około półtorej godziny, by pokonać promem dystans z Dover do Calais. Gdybym na przykład zdecydowała się na przyszły piątek, zapłaciłabym zaledwie trzynaście funtów. To całkiem przystępna cena a i środek transportu komfortowy.

Jeśli o dystans chodzi – to również znacznie szybciej i bezpieczniej niż na przykład dla Matthew Webba, który w 1875 roku przepłynął z Dover do Calais w dwadzieścia dwie godziny, regularnie parzony przez meduzy. Webb pokonał w sumie, koniecznym zygzakiem, ponad sześćdziesiąt kilometrów. Można promem, można wpław, na piechotę jednak nie damy rady. Dzieli nas Morze Północne.

A jednak jeszcze dziesięć tysięcy lat temu, gdybyśmy znaleźli się przypadkiem w epoce kamienia łupanego moglibyśmy przejść ten dystans pieszo! Zabrały go jednak wody, które podnosząc swój poziom zatopiły połacie terenu łączące wówczas Wielką Brytanię z resztą Europy.  Ale od początku…

Wielka Brytania jest wyspą właściwie od niedawna. Osiem tysięcy lat to zaledwie niezauważalny błysk w dziejach naszej planety, która liczy sobie około cztery i pół miliarda lat. Aby wyobrazić sobie początek formowania Wielkiej Brytanii jako wyspy, spróbujmy przenieść się do Dover i cofnąć czas o około dziesięć tysięcy lat czyli dwa tysiące lat więcej niż liczy sobie wiek wyspy. Co widzimy? Rozciąga się przez naszymi oczami widok gęstych lasów obfitych w zwierzynę, ptaków łowiących tłuste ryby nad zakolami rzek; jest zielono, wilgotno i w miarę ciepło. Nie ma śladu morza. Ono dopiero się tworzy z topniejących kropla po kropli lodowców. Widzimy ludzi łuskających harpuny ze zwierzęcych kości; dym unosi się z palenisk rozniecanych na podmokłych terenach. Mamuty, nosorożce, słonie, antylopy oraz lwy polują na oceanie jaskrawozielonej trawy…

Miejsce, które obecnie znajduje się całkowicie pod wodą i które mijamy beztrosko sącząc kawę na promie było niegdyś lądem – miejscem życia setek tysięcy ludzi, którzy wędrowali na tereny Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pożywienia i miejsca na osiedlenie się.

Obecnie, dzięki wykorzystaniu bardzo nowoczesnego sprzętu, naukowcom udało się odtworzyć brytyjską “Atlantydę”  (to zaznaczony na czerwono teren na rysunku). Dzisiejszy podwodny świat był znacznie większy niż obecna wyspa! Pokaźny teren między Szkocją a Danią (przypominający trochę Hiszpanię) zyskał nazwę “Doggerland”. “Dogger” to po duńsku stary typ łodzi, które służyły niegdyś do łowienia ryb. Czasami ta nazwa mylnie używana jest na określenie całości terenu, który łączył niegdyś Wielką Brytanię z lądem.

 

Dziś na platformach wiertniczych w tych okolicach wydobywa się ogromne ilości materiału, który jest następnie przekazywany naukowcom w celach sortowania. Praca niby niewdzięczna, ale dla wielu bardzo ekscytująca. Spędzając wiele godzin w długich gumowych rękawiczkach, przebierając w górach błota, kamieni oraz wszelkiego rodzaju dziwacznych morskich żyjątek niezbyt zadowolonych z faktu wyciągnięcia ich na powierzchnię, naukowcy znajdują prawdziwe perełki. Kawałki kości zwierząt (rzadziej ludzi), kły, zęby czy narzędzia codziennego użytku wydobywane są codziennie z oceanicznego dna…

Co stało się później? Teren zaczął najpierw podmakać, tworząc coś w rodzaju wielkiego bagna, na którym gdzieniegdzie tylko wystawały większe pagórki. Te również zostały z czasem całkowicie pokryte wodą a dzisiejszy kształt linii brzegowych został nakreślony przez naturę około osiem tysięcy lat temu. Namawiam do tego, by następna podróż przez kanał La Manche stał się pretekstem do puszczenia wodzów fantazji. Zamiast oceanu – ogromne plejstoceńskie Safari pełne zwierząt i zapierających dech w piersiach krajobrazów. Być może podróż minie szybciej…

Dziś porozmawiamy sobie o dwóch typach bezokolicznika w j. angielskim – pełnym oraz niepełnym. Zapraszam!

Zacznijmy od tego, czym jest bezokolicznik. Bezokolicznik to bezosobowa forma czasownika, która w j. polskim zakończona jest na – ć lub – c (robić, pomóc, spać, itp).

Słowo “spać” brzmi bardzo ogólnie, prawda? Nie dowiadujemy się z niego nic o osobie, która tę czynność wykonuje (stąd jego definicja) czy jest to jedna czy więcej osób, czy już się ta czynność odbyła, czy dopiero nastąpi, itd. W j. polskim bezokolicznik ma formę jednego wyrazu a w języku angielskim dwie.

W angielskim wyróżniamy tzw. PEŁNY BEZOKOLICZNIK (full infinitive) – forma z “to”: to do, to have, to sleep oraz NIEPEŁNY “NAGI” BEZOKOLICZNIK (bare infinitive) – forma bez “to”: do, have, sleep.

Niepełnej formy bezokolicznika (bez “to”), będziemy stosować:

a) w zdaniach rozkazujących   Sleep! (Śpij!/ Śpijcie!) Eat! (Jedz!/ Jedzcie!), Wait! (Czekaj! / Czekajcie)

b) w zakazach   Don’t sleep! (Nie śpij! / Nie śpijcie!)  Don’t shout! (Nie krzycz! / Nie krzyczcie!)

c)  po czasownikach modalnych   I can sing.  You should wait.  I would like.   May I smoke?

Podam na razie tylko te trzy przykłady, ale zastosowań formy niepełnej będzie znacznie więcej (m.in po dopełnieniach w niektórych typach czasowników czy po niektórych zwrotach). To jest jednak tak zwana “wyższa matematyka”, więc wrócimy do tego w odpowiednim czasie.

Teraz przyjrzyjmy się również trzem wybranym zastosowaniom formy pełnej ( z “to”):

a) wyrażanie celu    Monika went to the shop to buy bread.

W j. polskim mówimy podobnie: Monika poszła do sklepu (w jakim celu?), żeby kupić chleb.

b) po przymiotnikach

It’s so good to see you! It was difficult to start again.

Tak dobrze Was widzieć! Ciężko było zacząć na nowo.

c) po niektórych czasownikach, w zależności od funkcji w zdaniu m.in: choose, need, decide, forget, want

decided to learn English. They want to go to Africa.

Zdecydowałem, że będę uczyć się angielskiego.Oni chcą pojechać do Afryki.

To również tylko wybrane przykłady, ale dobrze jest przyswoić sobie chociaż te podstawowe. W przyszłości, kiedy będziemy omawiać bardziej skomplikowane przykłady będzie Wam je łatwiej zrozumieć.

I need to go now! Take care and have a good weekend.

Wasza Nauczycielka

Druga część lekcji o czasie PRESENT SIMPLE. Poznamy możliwości stosowania go w odniesieniu do przyszłości oraz przyjrzymy się przeczeniom. Zapraszam.

W ostatnim poście mowa była głównie o zdaniach twierdzących i pytających w czasie PRESENT SIMPLE. Powiedzieliśmy, że PRESENT SIMPLE lubi “posilać się” przy tworzeniu pytań poprzez odpowiednia formę czasownika “DO”. Jeśli pytanie będzie dotyczyć trzeciej osoby liczby pojedynczej ( “she, he, it” ) użyjemy “DOES” – Does she have a dog?;  Does it matter?. W przypadku każdej innej osoby czasownik posiłkowy przybierze formę “DO”  – Do you speak English?; How do you know Beata? Do they live here?. Jedynie wyjątkowy “TO BE” nie będzie podlegał tej kategorii. Użyjemy “przestawki” czyli inwersji – Are you happy? Is she nice?. Dobrze. Teraz przyjrzyjmy się podstawowym błędom i przeczeniom.

1. PODSTAWOWYM BŁĘDEM JEST UŻYWANIE SŁÓWKA “NO” W SENSIE PRZECZENIA.

Ja nie mówię po angielsku “I no speak English”. Nie lubisz kawy – “You no like coffee”. Ajjjjjjj! Aż zabolały uszy!!! Tak jest źle! Aby zaprzeczyć, musimy użyć formy “DO” (tej samej którą posługujemy się przy pytaniu) i dodać przeczenie “NOT”, co skróci się do popularnego “DON’T”.

  • don’t speak English. Ja nie mówię po angielsku.
  • You don’t know. Ty nie wiesz.

Mojego “don’t” będę używać dla prawie wszystkich osób… z wyjątkiem “she he, it“. W tym przypadku posłużę się DOES +NOT = DOESN’T

  • She doesn’t speak English.  Ona nie mówi po angielsku.
  • He doesn’t eat meat. On nie je mięsa.

 

Teraz przećwiczmy to na przykładzie czasownika “mieszkać” – “to live”. W schemacie wygląda to następująco:

LICZBA POJEDYNCZA:

I don't live   Ja nie mieszkam
You don't live   Ty nie mieszkasz
She, he, it doesn't live   Ona, on, ono nie mieszka

LICZBA MNOGA:

We don't live   My nie mieszkamy
You don't live  Wy nie mieszkacie
They don't live  Oni nie mieszkają

Spójrzcie na poniższe zdanie:

Nie wiem dlaczego ona mnie nie lubi.

Choć występują w nim dwa przeczenia (“nie wiem”, “nie lubi”), w j. angielskim będziemy mieć w nim dwie różnie wyglądające formy negacji:

don’t know why she doesn’t like me

2. DRUGI PODSTAWOWY BŁĄD TO ZAŁOŻENIE, ŻE JUŻ ZAWSZE BĘDĘ PRZECZYĆ W TAKI SPOSÓB.

Nie. W zdaniu “Nie lubię kawy” angielskim odpowiednikiem “nie” będzie “don’t”, ale już w zdaniu “Nie oglądam teraz telewizji, tylko gotuję” odpowiedkiem “nie” będzie “not”. Wynika to z tego, że w zdaniu “Nie lubię kawy” użyję czasu PRESENT SIMPLE, a w zdaniu “NIe oglądam teraz telewizji, tylko gotuję” użyję czasu PRESENT CONTINUOUS (PROGRESSIVE) o którym już niedługo będzie mowa. Wszystko więc sprowadza się do poznania czasów i umiejętnego ich używania.

3. TRZECI BŁĄD. PRESENT SIMPLE, JAKO CZAS TERAŹNIEJSZY SŁUŻY TYLKO DO OKREŚLANIA TEGO, CO MA MIEJSCE TERAZ.

Nie. Zauważcie, że posłużymy się tym czasem m.in. do określania regularności, niezmienności, stałości danej czynności – “Mieszkam”, “Pracuję”, “Wstajesz rano o piątej”, “Ona ma psa”, “Lubicie pomarańcze”, “Oni mówią po angielsku”. Są to informacje ogólne, dotyczące szerszej perspektywy w czasie – “Oni mówią po angielsku” nie tylko TERAZ ale i na codzień; “Ona ma psa” nie tylko W TYM MOMENCIE ale i będzie mieć go jutro i pojutrze. “Nie lubisz kawy” – nie tylko nie lubisz TERAZ ale jest duża szansa na to, że jutro też się do niej nie przekonasz.PRESENT SIMPLE mimo, że to czas teraźniejszy, pokaże nam szerszą perspektywę dotyczącą jakiejś czynności.

Będzie też sytuacja w której czas PRESENT SIMPLE posłuży nam na określenie czynności wykonywanej w danym momencie  ( w przypadku tzw. narracji ). Użyjemy go więc podczas opowiadania dowcipówczy w trakcie komentowania meczu piłki nożnej…Wydawać by się mogło, że “tu i teraz” jest zarezerwowane dla czasu PRESENT CONTINUOUS, a tu figa – wyjaśnię to szerzej niebawem w artykule o tym czasie. Na dodatek, PRESENT SIMPLE można stosować na określenie przyszłości! I bądź tu człowieku mądry…

PRESENT SIMPLE W OKREŚLANIU PRZYSZŁOŚCI.

Każdy z nas miał kiedyś do czynienia z informacjami typu: “”Lekcje zaczynają się o ósmej”, “Samolot odlatuje o 20.30”, “Spotkanie jest w każdy czwartek”, itp. W przypadku komunikatów, ogłoszeń, harmonogramów, grafików, planowanych spotkań, zajęć szkolnych, itp. czas PRESENT SIMPLE będzie idealny na oddanie tego informacji, częściowo ze względu na jego “ogólność” i “regularność”.

  • Lessons start at 8 a.m. Lekcje zaczynają się o ósmej rano.
  • The train leaves at 6 p.m. Pociąg odjeżdża o szóstej wieczór.
  • The final exams start next week. Egzaminy końcowe zaczynają się w przyszłym tygodniu.

PRESENT SIMPLE upodobał sobie szczególnie poniższe czasowniki, by określać przyszłość.

arrive  be  begin  close  depart  end  finish  fly  leave  open  start

PRESENT SIMPLE jest też dość “dowcipnym czasem” – używając go Brytyjczycy opowiadają sobie popularne  “kawały”:

A woman goes to the doctor… Przychodzi baba do lekarza….

Zatem na zakończenie:

A man goes to the doctor. The man has a strawberry growing out of his head. The doctor says: “Let me give you some cream to put on that.”

Miłego dnia!

Wasza Nauczycielka

Zapraszam na trzecią i ostatnią część lekcji o PRESENT SIMPLE. Tym razem porozmawiamy o faktach i przyzwyczajeniach.

W ostatnim poście pisałam o tym, że PRESENT SIMPLE używany jest do określania stałości, rutyny, ale także służy celom informacyjnym – posłużymy się nim w przypadku harmonogramów, rozkładów jazdy itp. Mówiliśmy o tym, że PRESENT SIMPLE usłyszymy w przypadku komentarzy i narracji ( o tym osobno niebawem). Podam Wam jeszcze dwa, ostanie już przykłady zastosowania PRESENT SIMPLE.

1. PODAJEMY FAKTY.

The earth goes round the sun. Ziemia kręci się wokół Słońca.

Bees make honey. Pszczoły robią miód.

London is in the UK. Londyn znaduje się w Wielkiej Brytanii.

We use PRESENT SIMPLE when we talk about facts. Używamy PRESENT SIMPLE, kiedy mówimy o faktach.

Znów, związane jest to z regularnością i niezmiennością wydarzeń (ziemia kręci się wokół słońca nie tylko teraz, ale i codziennie; pszczoły robią miód – choć niepokojąco szybko wymierają, to też fakt – a Londyn nie zniknie z dnia na dzień z mapy Wielkiej Brytanii. Miejmy nadzieję, że będzie tam i jutro). Powszechnie znane i oczywiste fakty będziemy więc formułować w PRESENT SIMPLE.

2. NAWYKI, PRZYZWYCZAJENIA, HOBBY.

smokePalę papierosy.   She plays tennis. Ona gra w tenisa.

Jeśli mowa o przyzwyczajeniach, nawykach –  też posłużymy się PRESENT SIMPLE. Kiedy robimy coś codziennie, przywykliśmy do tego, coś stało się to naszym nawykiem sięgniemy po PRESENT SIMPLE.

Czy będzie jakiś wyjątek od reguły? Oczywiście! Na przykład: jeśli robimy coś notorycznie i zbyt często, co prowadzi nas do irytacji – wtedy użyjemy PRESENT CONTINUOUS (np. “Dlaczego ja zawsze gubię te klucze??? / Why am I always losing my keys???”” – ale będę to jeszcze dokładnie wyjaśniać). Gramatyka nie byłaby gramatyką, gdyby jej reguły były takie sztywne. Wyjątek zresztą potwierdza regułę! 🙂

Tyle w temacie PRESENT SIMPLE. Ten czas jest naprawdę simple (prosty, łatwy), jeśli tylko zechce się nam trochę poćwiczyć. Pamiętajcie – trening czyni mistrza.

Wasza Nauczycielka.

Dziś będzie mowa o czasie PRESENT SIMPLE. Gotowi? 🙂

Czas PRESENT SIMPLE stosowany jest zdaniach, które mówią o regularności, niezmienności, stałości, ogólności akcji i doświadczeń. Mimo, iż jest to czas teraźniejszy, będziemy go również stosować w odniesieniu do czasu przyszłego ( o tym  w osobnym poście), ma on więc szerokie zastosowanie. I tak, jeśli pracujemy lub mieszkamy  w jakimś miejscu, jeśli coś lubimy, mamy, itp. użyjemy czasu PRESENT SIMPLE, by to wyrazić. Pokażę Wam to dziś na przykładzie czasownika TO LIVE (mieszkać).

Odmiana:

LICZBA POJEDYNCZA:

I live   Ja mieszkam
You live   Ty mieszkasz
She, he, it lives   Ona, on, ono  to mieszka

LICZBA MNOGA:

We live   My mieszkamy
You live  Wy mieszkacie
They live  Oni mieszkają

Jeśli przyjrzycie się tej odmianie dokładnie, to zauważycie , że prawie wszystkie osoby mają tę samą formę “live” prócz jednej – she, he, it. Tutaj musimy dodać końcówkę “-s” lub “-es”. Niektóre czasowniki, takie jak TO HAVE troszkę zmienią formę i zamiast ‘haves” w trzeciej osobie będą mieć formę “has”. Czasownik TO GO (dość krótki i na dodatek kończący się na samogłoskę “o” ) przybierze formę “goes” w trzeciej osobie (a nie, tak jak możnaby przypuszczać “gos”). Tego wszystkiego jednak można się nauczyć i nie jest tak trudne, jak mogłoby się to wydawać.

Mówiliśmy ostatnio o jednym z czasowników, którego nie da się wpisać w ramy tych zasad. Ten czasownik nie ma tej samej formy dla prawie wszystkich osób (tak jak “to live”) i nie ma również “s” w trzeciej osobie liczby pojedynczej. To czasownik TO BE, który ma zupełnie inną odmianę. Niewtajemniczonych zapraszam do przeczytania dwóch wcześniejszych postów 🙂

Czas PRESENT SIMPLE wymaga użycia dodatkowej “pomocy” w przypadku tworzenia pytań i przeczeń. Spójrzmy na poniższy przykład:

ZDANIE TWIERDZĄCE:
You live in Poland.

ZDANIE PYTAJĄCE:
You live in Poland? (źle)   Live you in Poland? (źle)
Do you live in Poland? (dobrze)

Nie można po prostu powtórzyć to zdanie i zakończyć go znakiem zapytania, myśląc, że jest dobrze (“You live in Poland?” – tak jest źle). Ani nie można potraktować tego czasownika, jak TO BE i zastosować inwersję. W takim razie – jak budować pytania w PRESENT SIMPLE?

Aby zapytać gdzie ktoś mieszka, pracuje, czy ma psa lub czy ma dzieci, będziemy musieli “posilić się” czasownikiem “to do”. To właśnie ten czasownik będziemy stawiać PRZED OSOBĄ, kiedy będziemy tworzyli pytania lub przeczenia. Prawie wszystkie osoby będą pomagać sobie formą “do”, oprócz trzeciej osoby liczby pojedynczej, która posili się formą “does”.

LICZBA POJEDYNCZA

Do I live in Poland?  Mieszkam w Polsce? Czy ja mieszkam w Polsce?
Do you live in Poland?  Mieszkasz w Polsce? Czy ty mieszkasz w Polsce?
Does she, he, it live in Poland? Mieszka w Polsce? Czy (ona, on, ono) mieszka w Polsce?

LICZBA MNOGA

Do we live in Poland?  Mieszkamy w Polsce? Czy my mieszkamy w Polsce?
Do you live in Poland?  Mieszkacie w Polsce? Czy wy mieszkacie w Polsce?
Do they live in Poland?  Mieszkają w Polsce? Czy oni mieszkają w Polsce?

Najczęstszy błąd to dokładanie “s” w pytaniu do trzeciej oboy liczby pojedynczej:

Does she lives in Poland? Zauważcie, że końcówkę “-s” mamy już w słówku  “does”, więc nie potrzebujemy wstawiać jej po raz kolejny. Prawidłowo: Does she live in Poland?

Kolejny błąd to wstawianie czasownika TO BE w te same ramy. Nie wolno! Czasownik TO BE tworzy zdania przez INWERSJĘ,  a nie przez współpracę z czasownikiem “to do”.  Nie można więc tworzyć dziwacznych zdań typu:

Do you are here? (Poprawnie: Are you here?)  – tak wygląda przerażona twarz angielskiej gramatyki, kiedy to biedna słyszy podobne zdania…

Does she is nice? (poprawnie: Is she nice?

Nie pozwólcie gramatyce tak cierpieć ! 😉 Przeczenia w kolejnym poście.

Podrawiam mocno,

Wasza Nauczycielka

Kolejna lekcja języka angielskiego, w której dowiemy się jak tworzyć zdania przeczącze z użyciem czasownika “TO BE”. Zapraszam!

Jak stworzyć zdanie przeczące z tym czasownikiem? Wystarczy dodać “NOT” po jego formie w konkretnej osobie. W przeczeniach często, zwłaszcza w mówionym angielskim, występują skróty:

LICZBA POJEDYNCZA                            

I am not = I'm not   ----             
You are not = you're not = you aren't   
She is not = she's not = she isn't 
He is not = he's not= he isn't
It is not = it's not = it isn't

LICZBA MNOGA

We are not = we're not = we aren't
You are not = you're not = you aren't
They are not = they're not = they aren't

Obie skrócone formy znaczą dokładnie to samo, aczkolwiek te podkreślone na niebiesko, wydają się być bardziej popularne*. Pełne formy (I am not, you are not…) używane są m.in. w formalnej korespondencji, ale też pełnią funkcję akcentującą daną cześć wypowiedzi (będę jeszcze kokretniej o tym pisać dalej). Przyjrzyjmy się więc najpierw naszym przeczeniom.

Nie jestem głodny / I’m not hungry.

Nie jesteś chory.  / You’re not ill / You aren’t ill.

Ona nie jest wysoka / She’s not tall. / She isn’t tall.

Nie jesteśmy Polakami. / We’re not Polish / We aren’t Polish.

Nie jesteście mili. / You’re not nice. / You aren’t nice.

Oni nie są znani. / They’re not famous. / They aren’t famous.

Załóżmy, że chcemy kogoś uspokoić i powiedzieć: ” Nie martw się, nie jesteś chory” (“Don’t worry, you’re not ill”) ale dana osoba nam nie wierzy. Żeby podkreślić fakt, że osoba naprawdę NIE jest chora, możemy zaakcentować dokładnie ten sam fragment wypowiedzi: ‘You’re NOT ill, ok?”, a nawet powtórzyć raz jeszcze “You ARE NOT!” – w pełnej wersji.  Nie można więc powiedzieć, że pełnych form (You are not, she is not, itp) używamy wyłącznie w korespondencji i w oficjalnym angielskim. Oczywiście, że możemy i będziemy ich używać również w potocznym, “codziennym” angielskim, ale będzie to oczywiście zależało od sytuacji.

Podstawowym błędem, jeśli chodzi o czasownik “TO BE” i jego odmianę w czasie PRESENT SIMPLE jest brak zrozumieniakiedy używamy czasu PRESENT SIMPLE i zapominanie o tym, że czasownik TO BE jest (bardzo!) nieregularny oraz nie korzysta z czasownika posiłkowego “DO”.

Tok myślenia jest taki – kiedy używam czasu PRESENT SIMPLE m.in. do określenia czegoś, co jest stałe, regularne, rutynowe to muszę pamiętać o tym, że mam wtedy “s” w trzeciej osobie liczby pojedynczej, oraz stawiam pytania przy użyciu “do” albo “does”. Wszystko się zgadza, ale NIE W PRZYPADKU CZASOWNIKA TO BE!
Ani nie mam w TO BE żadnego “s” w trzeciej osobie (bo to nie jest regularna odmiana (“I be, you be, she bes” – coś takiego nie istnieje), ale również nie mam żadnego “do” i “does”! TO BE nie potrzebuje żadnej “pomocy” do tworzenia pytań, czy przeczeń. Radzi sobie samo.

Czasownik TO BE też odmienia się w czasie PRESENT SIMPLE ( I am, you are, itd.) “Dom jest ładny”, “dziecko jest duże” – takie przykładowe zdania mówią nam o cechach, czy właściwościach osób i rzeczy. Dom nie jest ładny tylko “tymczasowo”, ale ogólnie. Dziecko nie jest duże “tylko przez chwilę”, ale stale, lub przynajmniej przez dłuższy czas… przynajmniej dopóki jeszcze bardziej nie urośnie 😉

Reasumując  “I’m not happy” (nie: “I don’t happy”), “You’re not nice” (Nie: You’re don’t nice), ale: “I don’t work”, “Shedoesn’t have a dog”.

Szerzej o PRESENT SIMPLE wkrótce.

Miłego dnia!

Wasza Nauczycielka

Rozpoczynamy serię lekcji gramatyki języka angielskiego, która (mam nadzieję) trochę pomoże Wam w codziennej nauce. Ci, którzy chcą obejrzeć lekcje wideo z podobnej serii, będą musieli zarejestrować się na stronie i uzbroić w cieprliwość – mam mnóstwo lekcji do edycji, ale po prostu brak mi czasu. Pojawią się, ale kiedy dokładnie – tego obiecać nie mogę. Znacznie szybciej idzie mi pisanie, niż nagrywanie filmików, ale przejdźmy do rzeczy.

Czasownik “to be”, czyli “być” jest zmorą wielu uczniów. Już widzę to przewracanie oczami, desperackie chowanie głowy w dłoniach, frustracje i wzdychania, że się go “nigdy nie zrozumie”… Znajomy widok? No właśnie…

Sęk w tym, że ten czasownik zupełnie inaczej buduje zdania pytające, niż większość innych. Na dodatek jest nieregularny – czyli ma trochę inną formę w odmianie, niż możnaby się było po nim spodziewać. Jest jednak jednym z najważniejszych czasowników w języku angielskim i trzeba się z nim oswoić, nie ma rady. Na nim nie tylko opiera się kilka czasów, które warto w języku angielskim znać, ale co więcej, konstruujemy dzięki niemu istotne zdania – mówimy, że coś istnieje, posiada jakiś stan lub właściwość.

ODMIANA. W czasie teraźniejszym PRESENT SIMPLE odmieniamy go następujący sposób:

I am   (ja jestem)  we are (my jesteśmy)
you are (ty jesteś) you are (wy jesteście)
she, he, it  is (ona, on, ono/to  jest) they are (oni są)

Zauważcie: nie odmieniamy go  “I be; you be; she bes” (tak jak: I work, you work, she works), ale zupełnie zmieniamy jego formę. Między innymi na tym polega jego nieregularność.  Forma “IS” więc, jest czasownikiem “TO BE” odmienionym w trzeciej osobie liczby pojedynczej (“she is, he is, it is”).

               BEZOKOLICZNIK  TO BE = BYĆ           I want to be happy.     Chcę być szczęśliwy. (NIE: I want be happy)

       ZDANIE TWIERDZĄCE vs ZDANIE PYTAJĄCE         You are here.          Are you here?    (NIE: You are here?)

Jeśli chcesz stworzyć zdanie twierdzące: ” Ona jest tutaj” to sprawa jest w miarę prosta – najpierw mamy osobę “she” = “ona”, potem czasownik “is” = “jest” a na samym końcu “miejsce”, lub dokładnie okolicznik miejsca: “here” = “tutaj”. Zdanie twierdzące jak się patrzy! Gorzej z pytającym. W angielskim nie wystarczy po prostu powtórzyć zdanie “She is here”, okrasić podniesioną intonacją, dodać na końcu znak zapytania: “She is here?” i cieszyć się, że się udało. Oczywiście, w potocznej mowie będą występować takie formy, ale my rozmawiamy o poprawnej konstrukcji gramatycznej, więc na bok slangi i rynsztokowy angielski. To, jak stworzymy zdanie pytające w języku angielskim będzie zależało od tego, jak zbudowane jest to zdanie, m.in. w jakim jest czasie i jaki jest jego kontekst. Nie ma na to niestety jednej, uniwersalnej formuły. To, czy ktoś poprawnie konstruuje zdania w tym języku odzwierciedla jego znajomość tego języka. Koniec kropka.

Aby stworzyć zdanie pytające z użyciem "TO BE" należy odwrócić szyk w zdaniu. 
Czasownik pojawi się PRZED osobą: "Is she here?"

You are here.   Ale pytanie:  Are you here? Jesteś tu? (Czy ty tu jesteś?) Jesteście tu? (Czy wy tutaj jesteście?)

We are there.   Pytanie: Are we there? Jesteśmy tutaj? (Czy my tutaj jesteśmy?)

Am I? Jestem? Are we? Jesteśmy?
Are you? Jesteś? Are you? Jesteście?
Is she, he, it? Czy ona jest; on jest; ono/to jest? Are they? Są?
 Takie przestawienie szyku w zdaniu nazywamy INWERSJĄ.

Moi uczniowie nie raz widzą mnie na ekranie swych komputerów desperacko wywijającą rękami jak kołowrotkiem, próbującą pokazać inwersję “na migi” 🙂 W planie mam dla Was małą mapkę pamięciową tego czasownika. Work in progress 😉

Miłego dnia, miłej nauki…

Wasza Nauczycielka